Dzisiaj w Poznaniu było wielkie biegowe święto. Maniacka Dziesiątka już za nami. Mimo tego, że nigdzie nie mogę znaleźć wyników to mam wrażenie, że dzisiejszy bieg był bardzo szybki. Z pewnością szybko pobiegły panie, dodatkowo rozgrzewając kibiców zaciętym finishem i wydaje mi się rekordem trasy (oraz jednym z lepszych wyników na 10km). Wydaje mi się, że jest jeszcze jeden powód dla którego dzisiejszy wyścig zleciał mi bardzo szybko. Nie brałem w nim udziału.
 
 
Maniacka wzbudziła we mnie wiele emocji. Głównie pozytywnych - związanych z zadowalającą organizacją czy dobrym wynikiem i samopoczuciem. Pojawiły się jednak emocje negatywne. Nie jak to zazwyczaj bywa, skierowane w stronę orgów którym brakło wody. Tym razem mam kilka zastrzeżeń do moich współ-sportowców. 

Celowo napisanie tego posta opóźniłem o kilka dni żeby mieć możliwość trzeźwego oglądu sytuacji. Co mnie poruszyło? Coś, co z angielskiego nazywane jest RACE PIRATES oraz podejście zawodników (nie amatorów a ludzi którzy chcą się nazywać zawodnikami) do startów w imprezach sportowych.

Piraci to osoby które przychodzą na bieg, stają na starcie wraz z 1000 innych biegaczy, przebiegają pod tymi samymi balonami startu i mety, często nawet dostają ten sam medal, są na tych samych zdjęciach, biegną po tej samej wyznaczonej i zamkniętej dla ruchu trasie. Pomyślałby kto, że to normalni biegacze tacy jak Ty i Ja. Jednak normalni - przynajmniej w moim mniemaniu- oni nie są..