Dzień przed triathlonem w Malborku startowałem w sprinterskim triathlonie w pod poznańskim Lusowie. Ze względu na brak zdjęć oraz wyników z tej imprezy, postanowiłem w pierwszej kolejności podzielić się wrażeniami z Malborka.

I love this city! Tak można określić to co miało miejsce w Malborku. Najpierw bardzo sympatyczny wieczór i spotkanie po ponad 2letniej przerwie z starym przyjacielem Wiktorem, a potem wyjątkowo udany start. Jubileuszowa impreza jak co roku stała na wyjątkowo wysokim poziomie organizacyjnym. Walka sportowa była wyjątkowo zaciekła ale co najważniejsze, bardzo dobrze się czułem przez cały wyścig.
To co uwielbiam w Malborku to Nogat. Start triathlonu odbywa się z plaży miejskiej na której wielokrotnie (ale pewnie wciąż niewystarczająco często) trenowałem z malborskim klubem. To pływanie stoi w mojej skali po zupełnie przeciwnej stronie spektrum niż pływanie w Szczecinku. Tam mi się pływa ciężko, wolno, długo, samodzielnie. W Malborku za to pływanie jest: szybkie, zawsze w grupie, praktycznie nie wyczerpujące. Spowodowane jest to najszerszą linią startową w kraju oraz brakiem bojek nawrotowych na trasie.

Wyjście z wody miało miejsce w solidnej grupie. Bark w bark z Krzysiem Dybowskiem, tuż przed trenerem Waniewskim i Stępniakiem seniorem. Standardowo kawałek za młodym Jackiem z Gniezna. Zmiana była ok. W Malborku zawody można przegrać na wyjeździe z boxów. Na bulwarze trzeba się rozpędzić, na kładkę wjechać zdecydowanie. Na właściwej już trasie rowerowej okazało się że przed sobą mam zaledwie pojedyncze osoby, a groźna grupa foruje się za moimi plecami. Uzupełniłem płyny, zapiąłem buty i dołączyłem do nich. Po chwili pojawił się także Dariusz Czyżowicz (nie trzeba go przedstawiać) który stracił kontakt z pierwszą grupą po upadku.

Grupa pracowała bardzo solidnie. Wyłapani zostali wszyscy zawodnicy oprócz tych jadących w ścisłej czołówce. W tym momencie mogłem już trochę zluzować bo wiedziałem, że ściganie pierwszej 6 jest bez większego sensu. W ostatnim możliwym momencie przypuściłem mały atak separując się odrobinę od grupy. Do T2 schodziłem za duetem junior-senior Stępniaków. W strefie zmian wyprzedził mnie między innymi Dariusz Czyżowicz którego nie dałem już rady dojść (na mecie 2s.).

Bieg nie był idealny. Pokonał mnie Krzysztof Dybowski co jest niedopuszczalne. ;P .Tak na poważnie to czułem się dość solidnie. Wyszło na to, że na rowerze pracowałem jednak odrobinę zbyt mocno. Bezpośrednio przede mną zawody ukończył podrapany Czyżowicz, w drugiej części wyprzedzony właśnie przez Krzyśka.

Na metę wpadłem jako 10 zawodnik. W kategorii zająłem 4 miejsce. Dostałem jednak puchar za 2m w kat. młodzieżowiec (2 młodzieżowców było w czołowej trójce - nagrody nie dublują się).

Zawody jak co roku uznaję za niezwykle udane. Jeżeli uda się zorganizować imprezę w przyszłym roku (gorąco kibicuję Michałowi) to na pewno wystartuję tutaj po raz kolejny.