Co to był za weekend!? 16/08/2011
Ach! 850 kilometrów, Olsztyn, Trójmiasto, 2 starty. Ten weekend był istną kulminacją tego sezonu. O wszystkim można przeczytać w poniższym poście. Do Olsztyna dotarłem w Piątek wieczorem. Szybko ogarnąłem się u mojego gospodarza - pani Ali Bączyk której bardzo dziękuję za ugoszczenie mnie - i udałem się na olsztyńską starówkę. Muszę przyznać, że jest ona przepiękna i na pewno wrócę do Olsztyna na dłużej. Celem na sobotę był udany start w 3 z 4 edycji Triathlon Tour MTB. Cel zrealizowałem. Na pływaniu czułem się solidnie - bardzo długo płynąłem z pierwszą grupą. Potem własne tempo i jak zawsze wyjście tuż za Marysią Pytel - robię to zaskakująco regularnie w tym sezonie. Moje T1 było odrobinę za długie by udało mi się wskoczyć na rower z Krzysztofem Augustyniakiem i Dominikiem Szymanowskim którzy nie byli wcale tak daleko przede mną. Na rowerze jechałem swoje - trasa była bardzo wymagająca co mi odpowiadało. Dojechałem Jacka Furtaka z Gniezna oraz Darka Kowalskiego z UAM. Darek niestety wycofał się później ze względu na defekt roweru. Podczas biegu narzekałem na bóle w brzuchu. Kolka nie chciała odpuścić. Nie było jednak aż tak dramatycznie i wyścig ukończyłem bez zmiany lokaty po rowerze. Na mecie zameldowałem się jako 5. Takie samo miejsce zajmuję teraz w klasyfikacji generalnej cyklu. Przed nami jeszcze finał Triathlon Tour który zostanie rozegrany w ramach Mistrzostw Polski w CrossTriathlonie w Ostrzycach (za 2 tyg). Liczę na jeszcze jeden udany start w tym sezonie zwłaszcza, że będzie to impreza podwójnie punktowana i mój ostatni tegoroczny triathlon. Do Gdyni przetransportowałem się z Olsztyna przy pomocy Pawła Czajkowskiego (dzięki Czaja!). Przenocowała mnie na gdańskim Żabikowie stara malborska ekipa (dzięki Ekipa!). Wieczorem miłe chwile przy pizzy. Rano śniadanie w miłym towarzystwie i wyruszyłem SKM'ką do Gdyni nad morze by ścigać się w Mistrzostwach Polski w Aquathlonie. Prawdę mówiąc to nie przypominam sobie bym miał okazję startować w aquathlonie. Tak więc mój debiut przypadł na MP. Pływanie było fenomenalne. Słona woda, solidna fala (chociaż widziałem większe to nie miałem okazji się w nich ścigać) sprawiły, że pływanie było niepowtarzalnym przeżyciem. Z wody wyszedłem po staremu. Kawałeczek za Marysią Pytel i razem z Wiktorem Leśniewskim. Zmiana poszła solidnie. Rach, ciach, ciach, piana w dół i jazda na bieg. Na początku Wiktor starał się walczyć jednak po kilometrze mu się odechciało. Poleciałem samodzielnie od początku eliminując kolejne cele. Ubolewam jedynie nad faktem, że cele w większości stanowiły panie które popłynęły lepiej ode mnie. Tak czy siak, moja siedemnasto-i-półminutowa pogoń przez 5 kilometrów dała mi awans o jakieś 10 pozycji. Mistrzostwa Polski skończyłem na miejscu 15 w Open i 8 w kategorii U23. Oczywiście jestem zadowolony bo zabawa była przednia. Słabe pływanie nadrobiłem solidnym biegiem (8 czas). Jeżeli ktoś posiada jakieś fotki to proszę ładnie o podzielenie się ;). Ten weekend był miniaturą tego sezonu - starty gdzie się da i podróże na wariackich papierach. Już nie mogę doczekać się października gdzie zsumuję kilometry pokonane na wyścigach i podróżach oraz spojrzę na raczej imponującą listę imprez w których postanowiłem startować. Na zakończenie dodam tylko odpowiedź na pytanie jak udało mi się znieść taką ilość podróży oraz starty dzień po dniu. Sekret faktycznie tkwi w Cep'ach o których pisałem w ostatnim poście. Miałem je na nogach od wyjścia z mieszkania w Poznaniu do momentu powrotu. Potem zmieniłem je tylko na inny (świeży) model. Skarpetki nawet przy tak hardcorowym użytkowaniu nie zabijały współtowarzyszy podróży, a ja dzięki ich noszeniu nie odczuwam teraz zmęczenia nóg i zacząłem nawet myśleć o wyścigu MTB w ten weekend (chociaż miałem nic nie robić). W kolejnym poście testy, testy, testy i recenzje. Comments Your comment will be posted after it is approved. Leave a Reply |





RSS Feed