Raport startowy Ostrzyce. 03/09/2011
"W końcu" - to jedyne co cisnęło mi się na usta na mecie CrossTriathlonu w Ostrzycach. Po pierwsze zostałem absolutnie sponiewierany przez trasę i cieszyłem się z ukończenia tych zawodów, po drugie był to mój ostatni triathlon w tym sezonie. Sezonie bardzo długim. Dzień zawodów w Ostrzycach był dniem po prostu szalonym. Crazy normalnie. KREJZI. O wszystkim poniżej. Zdjęcia pochodzą z albumu picassa użytkownika lark78 oraz od mojej dziewczyny Agnieszki która dzielnie mi towarzyszyła w całym przedsięwzięciu. Całość dostępna tutaj. 27 sierpnia mogę określić mianem mojego najtrudniejszego pod względem sportowym dnia w życiu. Od rana same przygody. Oto jak to wszystko wyglądało po kolei:
Oto pierwszy epizod tej niedzielnej tułaczki. Kolejnych pociągów już nie ma. Zostaje telefon do przyjaciela. Najpierw do Dolesia który był naszym hostem. Niestety. Nie ma możliwości podwózki do odległych o 50 km Ostrzyc. Telefon do Łukasza Wiecha - Łukasz postanawia zostać supermanem i wraz z Wiechem Juniorem - Adasiem, ratują dzień. Niestety nasze 2 rowery nie wejdą do i tak przestronnego kombiaka Wiesia. Zapada szybka decyzja i pożyczony rower Agnieszki zostaje przypięty przy dworcowym płocie. Mój rower leci na części i do środka. Ruszamy w trasę. Po drodze oczywiście korki. Mały Adaś miał jednak trochę frajdy. Poniżej efekty jego radosnej twórczości fotograficznej. Czas leciał i na miejsce dotarliśmy o 11:10 - przy starcie o godzinie 11:30. Co za dramat. Mój pakiet czekał na mnie w boxie - dzięki Pawle Czajkowski! Przed zawodami latam jak poparzony. Zero zapoznania z trasą, nie wiem co i jak. Podbiegam do samochodów z innymi zawodnikami zadając podstawowe pytania. Potem idę po mój rower. Agnieszka i Łukasz założyli już koła i pytają mnie gdzie jest siodło... WTF? W bagażniku zapewne... Szukamy. Nie ma. DRAMAT! Siodło zostało wraz z wyciągniętą sztycą na Gdyni Głównej. Całe szczęście, że udało mi się pożyczyć zestaw od zawsze pomocnej Izy Furtak! Ustawienie na oko i ruszam na start. Start. Zaczeliśmy punktualnie. Nie miałem czasu na rozgrzewkę. Opłynięcie pomostu i rozciąganie musiało wystarczyć. Niestety. Było to za mało i pływanie wyszło fatalnie. Marysia Pytel i Tomek Brett odpłynęli. Tak nie powinno być. Płynęło się fatalnie. Niezaznajomiony z wyjściem z wody trochę poobijałem stopy na betonowych płytach. To co się działo w boksie to masakra. Stanąłem przed rowerem, ściągnąłem wszystko tak jak należy ściągać. W tym momencie spojarzałem w dół by zacząć ubierać buty rowerowe. Nie mogłem ruszać stopami żeby zachować kontrolę nad moim środkiem ciężkości. Widziałem jak moje nogi się uginają. Pomyślałem - to jest to co czują ludzie kiedy mdleją. Moje pole widzenia zaczęło się zawężać - złapałem się koła i usiadłem. Normlanie po takich przygodach przedstartowych oraz podczas-startowych już dawno dałbym sobie spokój. Był to jednak finał serii i za wszelką cenę musiałem imprezę ukończyć by zarobić. W końcu wdrapałem się na rower i pojechałem. Najpierw asfalt - przyjemnie nie ma co. Potem jednak las gdzie czułem się już fatalnie. Nie było śniadania mistrzów to i nie było mocy. Na morderczym podjeździe o którym wszyscy ostrzegali straciłem kontrolę i zsiadłem w połowie. Podbiegłem z rowerem do wypłaszczenia przed częścią piaszczystą i rzuciłem rower. Usiadłem. Znów. Moje serce pompowało z taką częstotliwością, że bałem się zobaczyć krew tryskającą z moich oczu, uszu i nosa. Dopiero po 2 minutach zebrałem się, żeby kontynuować wysiłek. Reszta części rowerowej przeszła bez sensacji i błysku. Pod podjazd (całość) podjechałem dopiero na 3 pętli. Na 4 podjechałem część piaszczystą. Do boxu wpadłem z Pawłem Troką (dawno temu razem trenowaliśmy ;P) oraz Damianem Tomaszewiczem (często na siebie w tym roku wpadamy - pływamy tak samo słabo) z Elbląga. Początek pętli biegowej zaczynał się potężnym, 2 etapowym wejściem które po małym zbiegu było poprawiane drugim, spokojniejszym ale dłuższym podbiegiem. Ogólnie dramat. Nie byłem na takie coś przygotowany i cierpiałem. Pobiegłem bardzo słabo. Dość powiedzieć, że Paweł mi odbiegł, a to także nie powinno mieć miejsca. Trudno. Całe szczeście, że był to ostatni TRI w tym roku a ja go ukończyłem. Ogólnie wyścig był pechowy dla wielu zawodników. Pewnie jakaś zła faza księżyca. Jest jeszcze jedna rzecz która mnie nieco wybiła z rytmu. Kategorie wiekowe w jakich się ścigamy to:
Zdaje mi się czy mam rację? Czekam, aż ktoś mnie poprawi. Jurek Górski może robić w swoim cyklu kategorię 18-29. Zgodziłem się na to startując w tym cyklu. Jednak MP powinny wyglądać w mojej opinii inaczej. Mamy MPu23 w CrossDuathlonie więc jak może ich nie być w Crosstriathlonie? Nie ma czegoś takiego jak Mistrzostwa Polski 18-29 tak jak i nie ma Mistrza Polski 18-29. Nowemu MP 18-29 gratuluję, jednak podkreślam, że jest to kolejny ewenement który dzieje się, a wszyscy mają to w nosie. Normalnie jak sobie pomyślę jak te związki działają to leżę: Dziękuję - to wszystko. Końcówka mało optymistyczna ale nie chcę nikogo obrażać. Podkreślam to. Niektóre komentarze które mogą się wydać "kąśliwe" są stawiane tylko w celu bodźcowania dyskusji na tematy związkowe. CommentsPytałem Jurka Górskiego o te kategorie i skąd ten pomysły... a pomysł stąd, że jest to Polska kopia XTERY, i docelowo Jurek chce się starać o wykupienie licencji na takie zawody w Polsce, a tam właśnie są takie kategorie 18-29. Chyba jednak nie zrozumiałeś, żeby dostać xterę, to najpierw trzeba było zrobić zawody, dostać pozytywną opinię i dopiero można się ubiegać o licencję, tak przynajmniej mówił Jurek, poza tym już tak foka nie marudź, powody do narzekania to mam ja, a i tak mi się podobało, trzeba trenować więcej, i nie oglądać się na kategorie tylko trzepać w seniorach. Pozdrawiam Your comment will be posted after it is approved. Leave a Reply |












RSS Feed